Nie wyszło, nie wyszło mi, nie udało mi się na czas i mam cichą nadzieję, że zadanie zostanie mi zaliczone :)
Zdjęcie nie jest co prawda zrobione wczoraj, ale włożyłam bardzo dużo wysiłku, aby je odnaleźć w gąszczu zdjęć i folderów. Było zrobione pod koniec zeszłorocznego lata. Kocham wiosnę, lato, tarasy, balkony, ogródki piwne w środku miasta, gwar ludzi, ciepłe wieczory z zimnym piwkiem i szeroko pojęty relax :) już nie mogę się tego doczekać!
gotuję... fotografuję... śpiewam... tańczę...
sobota, 9 lutego 2013
czwartek, 7 lutego 2013
WYZWANIE foto DAY 4
Dziś było ciężko! Ale wymyśliłam! Podczas rodzinnego celebrowania tłustego czwartku pstryknęłam zdjęcie tego, co na stole. Obowiązkowe pączki, kawka i pyszne winko! Bo... tematem na dziś wyzwania u Uli jest "Luty jest...". U mnie bardzo imprezowy, od początku lutego świętujemy. Imieniny siorki, urodziny przyjaciół, urodziny moje,
tłusty czwartek a i bez okazji :)
więc - zdrówko!
środa, 6 lutego 2013
WYZWANIE FOTOGRAFICZNE Day 3
Temat dzisiejszych fotografii: POMARAŃCZOWY
Od wczoraj rozmyślałam nad interpretacją tematu i stwierdziłam: coś pomarańczowego w domu znajdę. A NIE!, okazało się, że nie mam NIC! Za wyjątkiem 4 goździków kupionych wczoraj... a torebkę wygrzebałam u siostry w szafie. Uznajmy, że to a propos zbliżającej się wiosny. A gdyby tak... dla ozdoby zamiast "tego wszystkiego" w torebkach nosić tylko kwiaty? :)
Od wczoraj rozmyślałam nad interpretacją tematu i stwierdziłam: coś pomarańczowego w domu znajdę. A NIE!, okazało się, że nie mam NIC! Za wyjątkiem 4 goździków kupionych wczoraj... a torebkę wygrzebałam u siostry w szafie. Uznajmy, że to a propos zbliżającej się wiosny. A gdyby tak... dla ozdoby zamiast "tego wszystkiego" w torebkach nosić tylko kwiaty? :)
wtorek, 5 lutego 2013
WYZWANIE FOTOGRAFICZNE DZIEŃ DRUGI
Dziś dzień drugi fotograficznego wyzwania u Uli
DZIŚ TEMATEM JEST ZABAWA - PAMIĘTACIE JESZCZE ILE EMOCJI DAWAŁA ZABAWA W... KÓŁKO I KRZYŻYK?
OJEJ... TE CZASY CHYBA MINĘŁY BEZPOWROTNIE. CZY TAKA GRA MOŻE KONKUROWAĆ Z KOMPUTEREM, TELEWIZOREM, TABLETEM, TELEFONEM CZY RESZTĄ INNYCH WYNALAZKÓW? NIE STARCZYŁO MI CZASU, ALE NA ZDJĘCIACH POWINNY BYĆ TEŻ NIEZAPOMNIANE "Państwa-Miasta", SKAKANIE W GUMĘ, GRA W KLASY... jakie gry pamiętacie z dzieciństwa?
Pozdrawiam gorąco :)
DZIŚ TEMATEM JEST ZABAWA - PAMIĘTACIE JESZCZE ILE EMOCJI DAWAŁA ZABAWA W... KÓŁKO I KRZYŻYK?
OJEJ... TE CZASY CHYBA MINĘŁY BEZPOWROTNIE. CZY TAKA GRA MOŻE KONKUROWAĆ Z KOMPUTEREM, TELEWIZOREM, TABLETEM, TELEFONEM CZY RESZTĄ INNYCH WYNALAZKÓW? NIE STARCZYŁO MI CZASU, ALE NA ZDJĘCIACH POWINNY BYĆ TEŻ NIEZAPOMNIANE "Państwa-Miasta", SKAKANIE W GUMĘ, GRA W KLASY... jakie gry pamiętacie z dzieciństwa?
Pozdrawiam gorąco :)
poniedziałek, 4 lutego 2013
WYZWANIE FOTOGRAFICZNE/Photo Challenge dzień pierwszy
Wczoraj, zupełnym przypadkiem trafiłam na świetnego bloga Uli a na nim... propozycję nie do odrzucenia dla chętnych - wyzwanie fotograficzne. Dziś tematem fotografii jest COŚ NOWEGO a ja uwielbiam "mieć coś nowego" :) po zakupach typowo kobiecych dla ciała - jak zwykle fatałaszki i kosmetyki - przyszła pora na zakupy dla duszy - książki. KOCHAM CZYTAĆ! pozdrawiam Was ciepło, udanego wyzwania tygodniowego!!
niedziela, 3 lutego 2013
Urok prostoty... tęsknota za wiosną
Czy wielkie, wyjątkowe bukiety są bardziej urokliwe od tych drobnych? Nie zawsze! Często bywa, że im prościej, tym lepiej. W zależności od mojego nastroju,chęci, od tego, kto nas odwiedza, jaka jest właśnie pora roku a najważniejsze to to, na co mam właśnie ochotę. Mój stół dziś zdobią samotne "stokroty" choć w duecie :)
Z utęsknieniem czekam na wiosnę, ukwiecone łąki, słońce i ciepłe dni, wieczorne śpiewy kosa, przesiadywanie w ogrodzie...
sobota, 2 lutego 2013
SMACNIE, ZE HEJ!
Zimno, wilgotno, ponuro... ale nic to, nie dajmy się czarnym myślom i depresjom!
Zanurzam się w kuchni i eksperymentuję... dziś - makaron z oscypkiem! Z sentymentu, do nasych górecek :)
Garść ciemnego makaronu, ja wybrałam świdry, i kilka różyczek brokuła ugotowałam razem w garnku, by było szybciej :) Absolutnie nie zaszkodziło to smakowi potrawy! Cienkie plasterki 2 rodzajów oscypka podsmażyłam na oliwie z płatkami chilli. Całość wyłożyłam na miseczkę, polałam oliwą, przyprószyłam pieprzem i płatkami chilli i powiem Wam w tajemnicy - było pyszne, że HEJ! ale już nie ma... :)
Miłego, smaczego wieczoru!
piątek, 1 lutego 2013
Magia starych fotografii.
Często zdarza mi się, że ktoś pyta mnie czy zawsze lubiłam robić zdjęcia, sięgam pamięcią wstecz i odpowiadam, że chyba tak, bo zawsze robiłam zdjęcia na wakacjach, imprezach rodzinnych itd. Ale dziś spędziłam ponad godzinę nad pudłem ze zdjęciami i TAK, zdecydowanie fotografowanie pociągało mnie od zawsze, ale była to pasja wtedy przeze mnie nieodkryta. Widać to po setkach zdjęć w albumach, zwłaszcza na dziesiątkach fotografii tego samego Giewontu, zawsze tej samej Gubałówki i Foluszowego potoku, za każdym razem z innego ujęcia :) A klisze miały wtedy pojemność najwięcej 36 zdjęć!!! Więc w trakcie urlopu trzeba było wywołać zdjęcia - w małym, jednym z niewielu zakładzie fotograficznym na Krupówkach - i zakupić nowy film do aparatu. Ale... nie było to problemem... Tyle się zmieniło od tamtego czasu... myślę o 10 latach - około. Giewont, Gubałówka i potok są nadal w tym samym miejscu, Zakopane z naciskiem na Krupówki to już inna, odrębna historia, miasto i Krupówki wykreowały swoją rzeczywistość, bardzo komercyjną i bardzo męczącą i może tylko daleko, wysoko w górskiej chatce można odnaleźć góralską prawdę...
Ale kochamy te okolice. Ja co prawda nie wchodzę wysoko, ale popatrzcie na kawałek piękna okiem mojego męża i aparatu cyfrowego o nieskończonej niemalże pojemności... Czerwone Wierchy, powyżej Giewontu, jakby sięgnąć ręką nieba...
Przeglądając zdjęcia, odkryłam, że zawsze podświadomie moją drugą pasją było urządzanie i dekorowanie. Mam mnóstwo zdjęć mojego dawnego pokoju. Rodzice "odstąpili" mi ten pokój i wyremontowali jak skończyłam szkołę podstawową, miał to być nowy etap w życiu to i nowy pokój. Wakacje tego roku były wyjątkowo fajne, pierwsze dyskoteki, wypady nad pobliskie "jezioro", zakochania... pamiętam jakby to było dziś. W nowym pokoju miałam szaro-niebieskie mebelki z czarnymi wykończeniami, szaro-niebieską wykładzinę dywanową, czarną kanapę, czarny okrągły stolik i pastelową tapetę, stare biurko zyskało nowy wygląd i miano "do kompletu" po przemalowaniu nóg na czarno i obklejeniu blatu okleiną w kolorze nowych, pachnących mebli!. Wszystko pięknie pasowało, bo moja mama ma niezły gust a tato wszystko potrafi!! Ja natomiast zajęłam się dodatkami. Ze zdjęć wyglądają najróżniejsze konfiguracje mebli, obrazków na ścianie i różności. Po kilku latach tata odmalował mi ściany na pomarańczowo-żółto, ja pomalowałam na żółto meble, które dla odmiany przenieśliśmy na drugą stronę pokoju, zmieniłam okrągły stół na ławę, wykładzinę na panele i znów... mam mnóstwo zdjęć z najróżniejszymi ich ustawieniami. Zwykle zamykałam się w pokoju lub czekałam, aż nikogo nie będzie w domu i... sama przesuwałam meble, wbijałam gwoździe pod obrazki i zdjęcia :) Do dziś mogłabym to robić co miesiąc, jeśli nie częściej z tą różnicą, że teraz mieszkanko jest mniej ustawne i boję się, że skończy się wytrzymałość mojego męża - tak, w trakcie pojawił się w mojej bajce i dzielnie trwa :) A w moim procesie twórczym zawsze działa ten sam mechanizm - podobnie jak kiedyś - coś aranżuję i to fotografuję. Nie wspomnę o tym, że mam mnóstwo fotografii choinek - obowiązkowo z ręcznie wykonanymi ozdobami :) I zawsze na moich zdjęciach widać coś dekoracyjnego, książki, płyty z muzyką i zdjęcia :) Moje miłości, które powoli kiełkowały!
Życzę Wam ciągłego odkrywania swoich pasji!
Ale kochamy te okolice. Ja co prawda nie wchodzę wysoko, ale popatrzcie na kawałek piękna okiem mojego męża i aparatu cyfrowego o nieskończonej niemalże pojemności... Czerwone Wierchy, powyżej Giewontu, jakby sięgnąć ręką nieba...
Przeglądając zdjęcia, odkryłam, że zawsze podświadomie moją drugą pasją było urządzanie i dekorowanie. Mam mnóstwo zdjęć mojego dawnego pokoju. Rodzice "odstąpili" mi ten pokój i wyremontowali jak skończyłam szkołę podstawową, miał to być nowy etap w życiu to i nowy pokój. Wakacje tego roku były wyjątkowo fajne, pierwsze dyskoteki, wypady nad pobliskie "jezioro", zakochania... pamiętam jakby to było dziś. W nowym pokoju miałam szaro-niebieskie mebelki z czarnymi wykończeniami, szaro-niebieską wykładzinę dywanową, czarną kanapę, czarny okrągły stolik i pastelową tapetę, stare biurko zyskało nowy wygląd i miano "do kompletu" po przemalowaniu nóg na czarno i obklejeniu blatu okleiną w kolorze nowych, pachnących mebli!. Wszystko pięknie pasowało, bo moja mama ma niezły gust a tato wszystko potrafi!! Ja natomiast zajęłam się dodatkami. Ze zdjęć wyglądają najróżniejsze konfiguracje mebli, obrazków na ścianie i różności. Po kilku latach tata odmalował mi ściany na pomarańczowo-żółto, ja pomalowałam na żółto meble, które dla odmiany przenieśliśmy na drugą stronę pokoju, zmieniłam okrągły stół na ławę, wykładzinę na panele i znów... mam mnóstwo zdjęć z najróżniejszymi ich ustawieniami. Zwykle zamykałam się w pokoju lub czekałam, aż nikogo nie będzie w domu i... sama przesuwałam meble, wbijałam gwoździe pod obrazki i zdjęcia :) Do dziś mogłabym to robić co miesiąc, jeśli nie częściej z tą różnicą, że teraz mieszkanko jest mniej ustawne i boję się, że skończy się wytrzymałość mojego męża - tak, w trakcie pojawił się w mojej bajce i dzielnie trwa :) A w moim procesie twórczym zawsze działa ten sam mechanizm - podobnie jak kiedyś - coś aranżuję i to fotografuję. Nie wspomnę o tym, że mam mnóstwo fotografii choinek - obowiązkowo z ręcznie wykonanymi ozdobami :) I zawsze na moich zdjęciach widać coś dekoracyjnego, książki, płyty z muzyką i zdjęcia :) Moje miłości, które powoli kiełkowały!
Życzę Wam ciągłego odkrywania swoich pasji!
poniedziałek, 28 stycznia 2013
„RZECZ O PRZYJAŹNI”
Przed chwilą skończyłam pogawędkę
z przyjaciółką. Dziś, to jej pierwszy dzień w pracy po długich
miesiącach spędzonych z córeczką... było ciężko, ale była
dzielna! Myślałam cały dzień o tym, że pewnie jej ciężko,
podesłałam w ciągu dnia sms'a i cierpliwie czekałam na wiadomość
„jak było”. Zadzwoniła jedną ręką a drugą pilnowała, żeby
jej boska kruszyna, siedząca w wannie pełnej wody z pianką, za
dużo tej pianki nie spożyła. Swoją drogą jaka to była frajda w
dzieciństwie – góra piany w wannie!
Druga moja przyjaciółka – równie
dzielna! Jedna dzidzia w jednej ręce, druga co prawda już o
własnych nogach bryka od lat ośmiu i pół, ale mama czujnie ją
prowadzi. Oczywiście z pomocą męża i rodziny, ale ona sama bardzo
bardzo dzielna!
W liceum usiadłam w jednej ławce z
dziewczyną, nie pamiętam czy od pierwszego dnia, tak zwane „kiedy,
co i jak”. Potocznie mówiąc „załapałyśmy”. Polubiłyśmy
się, ona – ambitna i bardzo dobra uczennica, ja zwykle ta gorsza,
bez zadania domowego, nieprzygotowana, namawiałam do grzeszków w
postaci wagarów (choć to też przecudne wspomnienia, pierwsze dni
upałów, ogród, leżaki). Na sprawdzianach uspokajałam ją, bo
bardzo uzewnętrzniała swoje emocje, stres, było to nawet bardzo
zabawne i wzajemnie się uzupełniałyśmy.
Urodziłyśmy się tego samego dnia,
jak się później okazało. Obie byłyśmy więc bliskie sobie w
sensie psychicznym, podobne emocje, podobne rozterki, rozumiałyśmy
się.
Używam czasu przeszłego nie bez
powodu.
Podobno przyjaciele mogą nie widzieć
się i nie rozmawiać ze sobą bardzo długo,
ale nie zmienia to ich przyjaźni.
Nie potrafię.
W ciągu kilku miesięcy bez kontaktu,
w życiu każdego z nas może zdarzyć się tak wiele! Można złamać
nogę, rękę, posiedzieć w gipsie i się go pozbyć, można zyskać
bądź stracić kogoś bliskiego lub coś bardzo cennego, ba! Można
wyprowadzić się na koniec świata a tzw. przyjaciel nie ma o tym
pojęcia, bo się nie zatroszczył. Oczywiście, samemu można
napisać „Hej, połamałam się, boli, co u Was? Pozdrowienia”,
ale wszyscy powinniśmy troszczyć się o siebie równie mocno, a nie
tylko z jednego bieguna. Miałam poczucie, że tylko mnie obchodzi
czy zdrowi, czy mury już stoją, jak wygląda mała kruszyna, ile
już waży i czy mówi „mama”. Myślę o tym co dzień.
To była ta trzecia przyjaciółka... i
też bardzo dzielna dziewczyna!
Prędzej i później pojawiało się w
moim życiu dużo osób, przyjaźnie kiełkowały, ale rozstawaliśmy
się z większych lub mniejszych powodów (np. 15zł)
Czasem zastanawiałam się nad tym,
kogo nazywamy przyjaciółmi. Kiedyś mogłam zaprzyjaźnić się z
każdą nowo poznaną osobą, dziś już mam z tym ciężej. Wymagam
dużo od siebie i w rezultacie też od innych. Ale wiem, że
najważniejsze w przyjaźni to być blisko i w miarę ciągłym,
bliskim i ciepłym kontakcie. Lubię nasze spotkania, wspólne
kolacje, obiady, spacery, uwielbiam dzieci moich przyjaciół i nie
wyobrażam sobie nie wiedzieć, co ważnego dzieje się u nich. I
wiem, że zawsze mogę na nich liczyć!
I jeśli zdarzy mi się jeszcze
zaprzyjaźnić, to tylko z kimś, kto też czuje tego bluesa.
Mam nadzieję.
środa, 2 stycznia 2013
BANALNE NOWOROCZNE... ?
POSTANOWIENIA
Słynne listy postanowień z każdej
strony świata wyglądają podobnie: zaoszczędzę, schudnę, będę
więcej czytać, będę lepsza/lepszy, będę biegać, ćwiczyć,
tańczyć, zrobię kurs, rozpocznę studia, wrócę do Boga... dla
każdego według jego osobistej hierarchii. Mniej lub bardziej
banalne.
Najważniejsze, aby mieć cel.
NADZIEJA
że tym razem się
uda.
Uda wytrwać w tym, co sobie założyliśmy.
Ta, która
wprawia w ruch motyle w naszych brzuchach!!!
WIARA i WSPARCIE
Później potrzeba nam jeszcze trochę
wiary w to, że tym razem to będzie ten czas!
Warto przejrzeć się
też w oczach najbliższych i w nich zobaczyć ich zaciśnięte
kciuki!
REALIZACJA
„Cele,
które nie są zapisane, są tylko pobożnymi życzeniami.” Brian
Tracy
Nawet,
jeśli wydaje nam się śmieszne zapisywanie celów, to może to jest
właśnie ten krok pierwszy i najważniejszy. Sporządźmy sobie plan
działania i postępujmy według niego.
Dlaczego nie...?
WĄTPLIWOŚCI
będą
mieli obserwatorzy. Zawsze znajdzie się ktoś,
kto ze swojego wygodnego fotela będzie wypuszczał w eter opinie, o
naszym pewnym niepowodzeniu.
Napijmy się
z nim szampana na zdrowie :)
I choć noc rozpoczynająca nowy
rok kalendarzowy
jest taką zwyczajną, no może trochę bardziej
wystrzałową, jest też symboliczną.
Otwieramy
nowe drzwi i wchodzimy w nowy rok.
A
przynajmniej takiej interpretacji potrzebuje większość z nas, aby zacząć działąć
Co
chcielibyście móc powiedzieć za rok o tym, który się właśnie rozpoczyna?
Jakie mieć
wspomnienia siebie, swoich osiągnięć?
Jak miałoby
wyglądać nasze życie przez ten rok?
Wystarczy
wymarzyć i zrealizować.
Niech nam się spełnią wszystkie nadzieje!
:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



